Haja, haja

« Wróć do strony głównej Śpiewnika

Piosenka na jednym akordzie i o bardzo banalnym tekście, ale dająca wielkie możliwości interpretacyjne, wciągająca i pobudzająca wyobraźnię. Nic więc dziwnego, że została opublikowana aż w trzech wersjach, a pewnie jeszcze ze 2 dodatkowe można by znaleźć na koncertach.

Całe nagranie z "Trzeciego koncertu" w odtwarzaczu MP3

Metrum 4/4. Gra się cały czas h mol albo dowolny inny pasujący akord molowy. Melodia jest w zasadzie na 4 dźwiękach, ale można ją też słyszeć z różnymi ćwierćtonami i melizmatami.

Pytała sy mama doczky
Czy sadyła ohyroczky.
Hej, hej, haja, haja
Hej, hej, haja, haj!

Ne sadyłam taj ne budu
Hospod znaje de ja budu.
Hej...

Może budu w takij chati
De je uhirkie, taj buraky.
Hej...

Muzycy, instrumenty i aranż

Bogdan Bracha - fłojara, skrzypce
Stefan Darda - cymbały
Magdalena Szakiewicz - bęben basowy
Bożena Szpryngiel (Sosnowska) - basy podhalańskie (czyli wiolonczela z 3 strunami G-D-A), tarło (czyli coś w rodzaju reko-reko)
Marcin Skrzypek - drumla
ktoś - lira korbowa

Ponieważ jest to tak prosta piosenka z sugestywnym wolnym rytmem, daje wiele przestrzeni i możliwości jej aranżowania, dodawnia różnych swoich pomysłów i łączenia z innymi melodiami. Jest czymś w rodzaju muzycznego awokado albo tofu. Można właściwie wydobywać dźwięki w dowolnych miejscach, aby tylko od czasu do czasu spotykały się z innymi. Można nasycać ją różnymi inspiracjami; np. chóralny refren wersji z "Trzeciego koncertu" przywodzi na myśl "szamańskie" jojki Saami z wczesnych płyt Mari Boine Persen.

Zdolność do łączenia z innymi melodiami najlepiej słychać na wersji z "Muzyki gór", gdzie właściwe "Haja, haja" jest częścią całej muzycznej opowieści. Ale i w wersji najprostszej, w której Stefan gra na cymbałach, uderzając w struny między kołkami a mostkiem, dużo partii się ze sobą swobodnie mija i przeplata. Charakterystycznym instrumentem tej wersji "Haja, haja" jest huculska fłojara, czyli bezgwizdkowa rurka z otworkami, z której dźwięk wydobywa się dmuchając z krawędź.

Słowa

Pytała matka córki, czy sadziła ogórki. Nie sadziłam i nie będę, bo Bóg wie, gdzie ja będę. Może pójdę do takiego domu, że już tam zasadzone będą ogórki i nawet buraki. Piosenka humorystyczna o zamążpójściu w kontekście gospodarstwa domowego; o dziewczynie rezolutnej czy może leniwej? Piosenka o rozstaniu a może i zapowiedź niełatwego współżycia z niegospodarną żoną.

Niewątpliwym magnesem tej piosenki był refren z egzotycznie brzmiącym "haja, haja". Czy kojarzyło się to z angielskim "high", wysoki, czy z jakimś indiańskim zaśpiewem - było czymś jednocześnie niezwykle oryginalnym, co można by samemu wymyślić w przypływie kreatywności, ale i tradycyjnym, już zastanym w piosence. To jest dość charakterystyczne zjawisko na styku odbioru tradycji przez wspólczesnego odbiorcę, kiedy zauważa on, jak aktualne i - powiedzmy - nowoczesne są jakieś stare słowa, dźwięki czy kształty w sztuce ludowej. Bardzo fajne wrażnie.

A jeśli chodzi o zdolność tej piosenki do pobudzania wyobraźni, świadczy o tym następująca angedota. Kiedyś do Jaworniku przyjechał amerykański skrzypek-samouk. Grał na skrzypcach świetnie różnymi technikami. Pewnego dnia, kiedy rozmawialismy o muzykowaniu minionej nocy, powiedział, że bardzo mu się podobała ta piosenka o śmierci. Jaka piosenka o śmierci? Żadnej takiej nawet nie znamy. Zachodziliśmy w głowę, o jaką to może chodzi piosenkę. Chodziło właśnie o "Haja, haja".

 

« Wróć do strony głównej Śpiewnika